• Wpisów:12
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 121 / 65 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Coś znowu poszło nie tak. Te cztery zaliczenia w przyszłym tygodniu rozwaliły mnie totalnie. Wczoraj obudziłam się i miałam mój stres uaktywnił się. Próbowałam sobie wytłumaczyć sobie że wszystko jest dobrze, że to kwestia organizacji, że ogarnę to, ale mój mózg wcale nie reagował. Ręce trzęsły mi się trzęsły, miałam wrażenie, że się pocę i było mi gorąco. Miałam nie palić ale poszłam do sklepu kupiłam fajki. Pani w sklepie chyba zauważyła moje zdenerwowanie i poprosiła o dowód. Zapaliłam, usiadłam na przystanku i miałam wrażenie że wszystko już jest odrobinę lepiej. Wiedza, że spóźnię się do pracy nie była lepsza. Najgorsze było jak wychodziłam z autobusu. Dziękowałam Bogu że to mój przystanek. Uderzenie gorąca i odruch wymiotny się uaktywnił. Odeszłam kawałek od przystanku. Jakaś Pani zaczepiła mnie i zapytała czy dobrze się czuję. Jasne, że się źle czułam , ale musiałam jechać do pracy. Zaproponowała, żebym poszła do apteki ale podziękowałam i wsiadłam do kolejnego autobusu. Głębokie oddechy.. Raz.. Dwa.. Zajęłam się pracą i po prostu zapomniałam. Tylko wychodząc z pracy zrobiłam przystanek nad kiblem.
Wszystko będzie dobrze.. - wciąż to powtarzam, tylko czemu mój mózg albo serce cholera go wie co nie chce w to wierzyć?
Panie Boże sam widzisz co się dzieje. Weź to wszystko ode mnie..
 

 
Był u mnie. Odważyłam się i pozwoliłam mu przyjechać. Przestawiłam tak grafik, żeby mieć dla niego cały dzień, a potem jak się okazało całą noc. Szalone 24h. Zaczęło się od tego, że dzień wcześniej miałam zadzwonić po pracy. On nie widział, że aż tak późno kończę i napisał mi coś w stylu nie lubię jak ktoś nie dotrzymuje słowa. Płachta na byka. Napisałam uroczą wiadomość, że nie dam się tak traktować. Na koniec mnie przeprosił i mieliśmy się spotkać na drugi dzień. Chyba się poznaliśmy przez ten jeden dzień. Zaczęłam go szanować i z tego co on mówił działa to w drugą stronę. Pierwszy facet, bo to nie jest już chłopak (czyt. gówniarz), z którym się tak dobrze bawiłam. Przelaliśmy wino w termos i poszliśmy na miasto. Tyle zdjęć, tyle wspomnieć, tyle śmieszków. A wieczór? Czasami było grubo, ale do niczego nie doszło. Nie pozwoliłam. Rozmawiałam z nim dużo. Zapytałam czy miał dziewczyny tylko na raz. Szczerze odpowiedział, że tak. Zapytałam czy odezwał się do nich jeszcze kiedyś. Nie - no bo jakby inaczej. Przyznał mi rację, że zabrakło szacunku do nich. A jak tak nie chcę. Zaimponował mi tym, że przyznał mi rację. Chyba najładniejsze w tym wszystkim były jego słowa, że pomimo niepełnej rodziny weszłam w życie z takimi wartościami i zasadami, których się trzymam. A co na koniec? Stwierdziliśmy, że zostaniemy KUMPLAMI. Dobre sobie.. Tylko pierwszy raz JA wiem, że tego chcę. Mam wrażenie, że on w pewnym momencie stwierdził, że nie chce mnie skrzywdzić, zranić. Zaimponowało mi to i chyba dlatego przeszła mi ta cała zajawka na niego. Zobaczymy co będzie dalej. Niczego nie żałuję i co lepsze mam wrażenie, że mój dół przechodzi, że odbijam się. Pomimo wszystko cudowne jest to jak ktoś w środku nocy budzi się i całuje cię w czoło - tak po ludzku. Cieszę się tylko, że mój kryzys przechodzi a nie pogłębia się. Przyda się te nowe podejście - sesja zapasem!
Panie Boże dziękuję Ci - za wszystko. Za dziś, wczoraj i jutro.
 

 
Dzień dobry panie Boże.
Dziś cały dzień mam w głowie jedną myśl.
Jak to jest, że nas tak bardzo mocno ukochałeś, że zrezygnowałeś ze sterowania nami w taki sposób, który byłby idealny dla Ciebie? Wielka miłość miłość pozbawiona egoizmu. Takiej miłości potrzebuję w swoim życiu. Chcę, żebyś był w nim i prowadził mnie. Chcę zobaczyć Cię w swoim życiu. Nie chcę już modlić się o śmierć. Chcę Cię prosić o to, żebym się nie bała. Nie chcę iść na łatwiznę. Wystarczy byś był. Nic więcej. Tylko byś był.

A co z tymi ludźmi którzy brzydko pachną? Też ich kochasz? A co z tymi co są uważani za dziwnych, specyficznych? Bo mi tak ciężko jest zobaczyć w nich Ciebie.. Panie Boże naucz mnie tego, abym nie oceniała ludzi po ich wyglądzie, zachowaniu, żebym spojrzała na nich twoimi oczami. Żebym w każdej osobie nawet tej z którą nie czuję więzi zobaczyła Ciebie, tego który kocha każdego..
Wystarczy byś ze mną był.. Nic więcej..
 

 
Zastanawiam się co się stało z moim życiem.. W tam tym roku walczyłam z przeciwnościami losu, a w tym walkę zaczynam z samą sobą. To wymaga jeszcze większej siły. Dziś wróciłam tu - do miasta, w którym studiuję. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę wcale nie jestem szczęśliwa.. Przypomniałam sobie okres jak wróciłam ze Szwecji.. Ja naprawdę się śmiałam i potrafiłam rozśmieszać.. Teraz powoli usycham. Wróciłam tu z płaczem .. Dziś zrobię sobie dzień w łóżku.. Odpocznę może, zakopie się w kocu i zasnę. Sen zawsze pomaga.. Potem może faktycznie wezmę się w garść i stawię czoło swojemu sercu.. Kurcze w tam tym roku jakoś łatwiej mi szło a teraz mam ochotę rzucić te studia w pizdu.
Panie Boże nie zostawiaj mnie tu samej. Wiem, że ostatnio z tobą też mam problem ale nie myśl o mnie źle. Przecież znasz moje serce i wiesz ile w nim bałaganu i chaosu. Może pomożesz mi to wszystko ogarnąć? Chyba potrzebuję twojej pomocy bo zaraz serduszko mi się rozpadnie.. Ostatnio za często mam te swoje dołki..
Kochaj mnie. Tyle mi wystarczy..
 

 
~Może czasami masz ochotę zrobić coś głupiego, bo ciągle się kontrolujesz?~
 

 
To chyba prawda, że człowiek sam sobie stwarza problemy..
Może miałam ostatnio dużo na głowie, może faktycznie stresu było sporo, ale czy to usprawiedliwia moje zalanie mordy na dyskotece? Chciałam zrobić reset i zrobiłam ale z tego wyszedł jeszcze większe chaos w głowie.
Jeszcze on powiedział mi, że domyślił się, że nigdy nie byłam z facetem. Że ciągnie go do mnie, a ja już wiem, że urwę z nim kontakt.. Chyba, że będzie zabiegał o odrobinę kontaktu.. bo jak na razie mam w głowie, że pewnie by wolał taką, która by mu się oddała.. Pewna siebie w tych sprawach.. A ja się po prostu tego boję.. Z jednej strony odzywają się we mnie moje katolickie poglądy, że chciałabym zaczekać do ślubu albo chociaż na kogoś na kim mi będzie chociaż trochę zależeć i będę mu ufać w 100 procentach. A z nim tak nie jest.. Sama nie wiem co o tym myśleć... On nie usiedzi w miejscu.. Ostatnio miałam wrażenie, że cały czar prysł, bo opowiedziałam mu nieco o sobie.. Że najlepiej się czuję kiedy mam wszystko zapisane, że nie jestem zdolna tylko zawzięta, że realizuje postawione sobie cele, chociaż miałabym nosem dotykać ziemi ze zmęczenia.. Czuję się obdarta.. No bo przejrzał mnie.. Za bardzo zajrzał do tego co mam w środku.. Do tej mieszanki różnych uczuć.. Kiedyś miałam taki sen, że przytuliłam się do kogoś. Nie wiem kto to był, ale to co poczułam było czymś niezwykłym.. Bo poczułam się naprawdę bezpieczna.. A teraz mam wrażenie, że walczę sama ze sobą. Z jednej strony sama, a z drugiej przeciwko sobie. Chciałbym tylko, żeby ktoś mnie zrozumiał.. Desperacko to brzmi, ale ja naprawdę mam w sobie strach, że jeżeli ktoś się ze mną spotyka to oczekuje tylko jednego.. Czym to jest spowodowane? Sama nie wiem..
Na dziś koniec wertowania duszy.. Dobranoc.
Boże a może ty mnie wyrwiesz z tego życia ?
 

 
Dlaczego dziś tak źle się czuję? Chyba zaraziłam się od koleżanki podejściem "nie chce mi się" tylko że u mnie to wchodzi we mnie, rozwala na części, niszczy.. może muszę sobie zrobić przerwę.. pójdę tylko dziś tylko na jedne zajęcia i wrócę do łóżka ... Oby do świąt.. przeżyje przecież
Panie Boże daj mi siłę na dzisiejszy dzień.. Żebym przeżyła go w dobry sposób...Żeby mi się chciało żyć..
 

 
Zastanawialiście się kiedyś jakbyście chcieli umrzeć?
Jestem katoliczką i perspektywa beztroskiego nieba wydaje się bardzo kusząca - to może dlatego przechodząc przez ulicę w głowie mam czarny scenariusz. No ale jak myślałam o tym że ktoś ukradnie mi tel i muszę mieć go blisko siebie to się spełniło, może w innej formie ale miałam w głowie to jak sprawdzam stan konta a cały czas kwota się zmniejsza.. (ze względu na apkę) może by faktycznie byłoby lepiej zostawić ten świat. Nie jest to tekst przyszłej samobójczyni bo aż tak odważna nie jestem ale wolałabym umrzeć wcześniej niż później.
Panie Boże a ty jaki masz na mnie plan? To stanie się teraz czy dożyję wczesnej starości? Dlaczego w środku przeżywam ten ból? A może wszystko to tylko wyolbrzymiam? Może tak naprawdę te uczucia NIC nie znaczą! ale jednak czuję ukłucie.. boję się że przyjdzie taki moment gdy nie wstanę z łóżka... gdy zapadnę się w siebie.. Kto mnie wtedy z tego wyciągnie? Może ty Panie Boże?
 

 
Podsumowanie roku 2018:
Nie chcę roztrząsać tu przeszłości ani użalać się nad sobą. To nie o to tu chodzi. Po prostu po raz kolejny chcę przeżyć tu wewnętrzne katharsis, oczyścić swoje serce z tego co było. Spojrzeć na ten rok z dystansu. Spojrzeć na siebie i ocenić czy poradziłam sobie z nim.
Co się działo w tam tym roku? Nie był lekki, ale to nie znaczy że był najgorszy. Myślę, że zacznę pod celu jaki sobie postawiłam: CHCIAŁAM IŚĆ NA STUDIA. Problem pojawił się wtedy gdy okazało się, że nie mogę liczyć na "hajs spadający z nieba". I w tym momencie zaczęło się prawdziwe życie. Powoli realizowałam ten cel, pracując po 16 godzin no ale nie codziennie, jasne że czasami. Tak uzbierałam jakąś tam sumę, która wystarczyła na początek. Wtedy moje uczucia czuły co chciały. Początek był taki że mega bałam się, że nie znajdę pracy. O dużo się bałam.. Nie chciałam zawieść ludzi dla mnie najbliższych bo chciałam żeby byli ze mnie dumni. Bardzo oszczędzałam, strach był tak wielki, że pomimo środków na koncie potrafiłam płakać w poduszkę, bo nie wiedziałam co zrobię jeżeli coś pójdzie nie tak. Potem trochę popuściłam pasa. Ale aż za bardzo. Idealny przykład wpadania ze skrajności w skrajność. Znalazłam pracę marzeń. McDonald's. No co ja dużo tu będę pisać.. Wstydziłam się tego, a jak już komuś o tym mówiłam to zawsze z dopiskiem " bo wiesz to tylko taka praca żeby dorobić, bo się w połowie utrzymuję sama, a przynajmniej starcza mi na swoje potrzeby". Taki standard rozmowy. Problem był wtedy gdy wracałam z pracy zabeczana, zdenerwowana, a na samą myśl że będę musiała musiała siedzieć na drive i nie daj boże ktoś będzie musiał mi pomóc - serce wwaliło mi młotem. Dziś, pierwszy raz od dłuższego czasu siedziałam tam cały dzień. Przypomniałam sobie to jak siedziałam tam kiedyś.. Jak wpadałam w panikę i prosiłam o pomoc jak czegoś nie mogłam nabić.. Teraz się wszystko zmieniło.. Zaprzyjaźniłam się z ludźmi, z którymi pracuje. Jest dobrze. Sporo osiągnęłam. Pomimo pracy potrafiłam się na tyle nauczyć, żeby teraz dostać stypendium. Jest na prawdę łatwiej. Tylko życie stawia mi kolejne wyzwania.
 

 
Dopadł mnie dzisiaj!
Dół!
Miałam zaplanowane zakupy świąteczne. Nie chciałam brać nikogo kto by mi potowarzyszył. Chciałam pobyć sama.. Tylko chodząc po sklepach, przypadkiem, przyplątał się do mnie! Najpierw zrobiło mi się przykro, że nie jestem w domu. Potem stopniowo zaczęłam zapadać się w sobie. Potem było odrobinę lepiej. Wpadłam w zapomnienie przy sprzątaniu. No i przecież miałam plan się uczyć. Próbowałam, ale on się znowu odezwał.. Nie mogę się skupić na tej nauce, bo mam w głowie, że jest mi za ciężko, że już nie mam siły, że w tym roku będzie gorzej niż w poprzednim.. Boję się... Cholernie się boję tej sesji.. Tego, że zawiodę wszystkich, bo przecież jestem silna. Napisałam do siostry, że wpadłam w dołek z prośbą żeby mnie wyciągnęła. Ale stwierdziła, że dam sobie radę bo jestem silna.. A czuje się okropnie.. Gdzie ta siła skoro pisząc to płacze nad klawiaturą? Nie chcę ich zawieść. Nie chce siebie zawieść. Ja tylko po prostu czasami nie mam siły już..
A może ty mi Panie Boże pomożesz? Może poprowadzisz mnie, co? Weź ode mnie te wszystkie uczucia.. One mnie przyciskają do ziemi. Jak mam Cię wołać, żebyś mnie usłyszał?!
Mówiłeś, że mnie nie zostawisz, a czuję się samotna.. Mówiłeś, że czuwasz a robię głupoty.. Czy nie możesz choć raz zawiązać mojego języka?! Czy muszę się kłócić z ludźmi w moim otoczeniu? Przytłacza mnie to wszystko..
Proszę daj mi siłę.. Proszę.. Albo chociaż powiedz czemu płaczę? Czemu mi jest nagle tak źle? Czemu boję się przyszłych wyborów? Czemu moje serce boli? Proszę daj mi przycisk, który wyłączy te czarne myśli.. Chociaż na 5 minut.. Albo zaiast tego daj mi ufność, że poprowadzisz mnie za rękę..

Nie zapomnij o mnie Boże...
 

 
~15.11.2017~
Rozmawiałam z nią dziś na różne tematy. Recepta na to jak się z nią pokłócić - wystarczy mieć inne zdanie i bronić go nawet gdy ona ma wyrobiony inny pogląd. Oczywiście uważa, że nie hejtuje ale jak zrozumieć to, że na zakończenie dyskusji dodaje "Moim zdaniem to..". Napisana treść nie brzmi tak brutalnie. A o co dziś poszło? O religię. A w sumie o porównanie księży z batiuszkami. Czy powinni żyć w celibacie czy też nie? Ona nie widzi tego co ja i to jest smutne. Mam wrażenie, że każda dyskusja skończy się mini kłótnią. Jeszcze nigdy nie usłyszałam od niej stwierdzenia że w sumie sensownie/logicznie mówię. Zawsze jest nieomylna.
Ehh te koleżaneczki.. Może czas najwyższy odsunąć się od ludzi, którzy są trochę jakby ~toksyczni~?
 

 
Ło! Stało się!
Założyłam bloga!
Witam wszystkich serdecznie!
Nie będę czekać na koniec świata, żeby wyrazić to co mam w sercu!
Zero hejtu, zero braku szacunku, niech istnieje tolerancja i przyjaźń. Taki stworzę ten swój wirtualny świat.
Czasami będzie pozytywnie, a czasami do granic możliwości przygnębiająco.
Tak jak w życiu.
Co tu będzie? Będę ja w czystej postaci. Raczej anonimowo dla bliskich. Raczej na pewno.
Wyleje siebie właśnie tu, w tym miejscu.
A więc..
Do zobaczenia wkrótce